zaawansowane »
wróæ na stronê g³ówn± rejestracja | logowanie   
.
.
Historia
.
Budowa
.
Ekologia
.
Wykorzystanie
.
Systematyka
.
Literatura
.
S³ownik terminów
.
S³ownik nazw drzew i krzewów
.
Lista Opisów Drzew
.
.
.
Sztuka
.
Ciekawostki
.
Galerie
.
Tapety
.
Sondy
.
.
.
Drzewa w poezji polskiej

JAN KOCHANOWSKI (1530 - 1584) - "NA LIPÊ"

Go¶ciu, si±d¼ pod mym li¶ciem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie ciê tu s³oñce, przyrzekam ja tobie,
Choæ siê nawysszej wzbije, a proste promienie
¦ci±gn± pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zaw¿dy ch³odne wiatry z pola zawiewaj±,
Tu s³owicy, tu szpacy wdziêcznie narzekaj±.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczo³y
Bior± miód, który potym szlachci pañskie sto³y.
A ja swym cichym szeptem sprawiæ umiem snadnie,
¯e cz³owiekowi ³acno s³odki sen przypadnie.
Jab³ek wprawdzie nie rodzê, lecz miê pan tak k³adzie
Jako szczep nap³odniejszy w hesperyskim sadzie.

IGNACY KRASICKI (1735 - 1801) - "DRZEWO"

Wielbi³ drzewo grzej±c siê cz³owiek przy kominie.
Rzek³o drzewo: "Có¿ po tym! - grzeje, ale ginie".

TEOFIL LENARTOWICZ (1822 - 1893) - "KALINA"

Ros³a kalina z li¶ciem szerokiem,
Nad modrym w gaju ros³a potokiem,
Drobny deszcz pi³a, rosê zbiera³a,
W majowym s³oñcu li¶cie k±pa³a,
W lipcu korale mia³a czerwone,
W cienkie z ga³±zek w³osy wplecione.
Tak siê stroi³a jak dziewczê m³ode
I jak w lusterko patrzy³a w wodê.
Wiatr co dnia czesa³ jej d³ugie w³osy,
A oczy my³a kroplami rosy.
U tej krynicy, u tej kaliny
Jasio fujarki krêci³ z wierzbiny
I grywa³ sobie d³ugo, ¿a³o¶nie,
Gdzie nad krynic± kalina ro¶nie,
I ¶piewa³ sobie: dana! oj dana!
A g³os po rosie lecia³ co rana.
Kalina li¶cie zielone mia³a
I jak dziewczyna w gaju czeka³a,
A gdy jesieni± w skrzynkê zielon±
Pod czarny krzy¿yk Jasia z³o¿ono,
Biedna kalina znaæ go kocha³a,
Bo wszystkie swoje li¶cie rozwia³a,
¯ywe korale rzuci³a w wodê.
Z ¿alu straci³a swoj± urodê.

ADAM ASNYK (1838 - 1897) - "LIMBA"

Wysoko na ska³y zrêbie
Limba iglast± koronê
Nad ciemne zwiesi³a g³êbie,
Gdzie lec± wody spienione.

Samotna ro¶nie na skale,
Prawie ostatnia ju¿ z rodu...
I nie dba, ze wrz±ce fale
Ska³ê podmy³y u spodu.

Z godno¶ci pe³n± ¿a³ob±
Chyli siê ponad urwisko
I widzi w dole pod sob±
T³um ¶wierków rosn±cych nisko.

Te ³atwo wschodz±ce kar³y,
W ¶ci¶niêtym krocz±c szeregu,
Z dawnych j± siedzib wypar³y
Do krain wiecznego ¶niegu.

Niech spanoszeni przybysze
Pe³zaj± dalej na nowo!
Ona siê w chmurach ko³ysze -
Ma wolne niebo nad g³ow±!

Nigdy siê do nich nie zni¿y,
O ¿ycie walczyæ nie bêdzie -
Wci±¿ tylko wznosi siê wy¿ej
Na ska³ spadziste krawêdzie.

Z pogard± patrzy u szczytu
Na tryumf rzeszy poziomej...
Woli samotnie z b³êkitu
Upa¶æ strzaskana przez gromy.

JAN KASPROWICZ (1860 - 1926) - "KRZAK DZIKIEJ RÓ¯Y W CIEMNYCH SMRECZYNACH"

I

W ciemnosmreczyñskich ska³ zwaliska,
Gdzie pawiookie drzemi± stawy,
Krzak dzikiej ró¿y p±s swój krwawy
Na plamy szarych z³omów ciska.

U stóp mu bujne rosn± trawy,
Bokiem siê piêtrzy turnia ¶liska,
Kosodrzewiny wê¿owiska
Poobszywa³y g³a¼ne ³awy...

Samotny, senny, zadumany,
Skronie do zimnej tuli ¶ciany,
Jakby siê lêka³ tchnienia burzy.

Cisza... O li¶cie wiatr nie tr±ca,
A tylko limba próchniej±ca
Spoczywa obok krzaku ró¿y.

II

S³oñce w niebieskim l¶ni krysztale,
¦wiat³o¶ci± sta³y siê granity,
Ciemnosmreczyñski las spowity
W bladob³êkitne, wiewne fale.

Szumna siklawa mknie po skale,
Pas rozwijaj±c srebrnolity,
A przez mg³y id±, przez b³êkity,
Jakby wzdychania, jakby ¿ale.

W skrytych za³omach, w cichym schronie,
Miêdzy graniami w s³oñcu p³onie,
Zatopion w szum, krzak dzikiej ró¿y...

Do ¶cian siê tuli, jakby we ¶nie,
A obok limbê tocz± ple¶nie,
Limbê, zwalon± tchnieniem burzy.

III

Lêki! wzdychania! roz¿alenia,
Przenikaj±ce nie¶wiadomy
Bezmiar powietrza!... Hen! na z³omy,
Na blaski turnie, na ich cienia

Stado siê kozic rozprzestrzenia;
Nadziemskich lotów ptak ³akomy
Rozwija skrzyde³ swych ogromy,
¦wistak gdzie¶ ¶wiszcze spod kamienia.

A miêdzy zielska i wykroty,
Jak lêk, jak ¿al, jak dech têsknoty,
Wtuli³ siê krzak tej dzikiej ró¿y.

Przy nim, ofiara ach! zamieci,
Czerwonym próchnem limba ¶wieci,
Na wznak rzucona ¶wistem burzy...

IV

O roz¿alenia! o wzdychania!
O tajemnicze, dziwne lêki!...
Zió³ zapachnia³y ¶wie¿e pêki
Od niw liptowskich, od Krywania.

W dali echowe s³ychaæ grania:
Jakby nie z tego ¶wiata d¼wiêki
P³yn± po rosie, co hal miêkki
Aksamit w wilgn± biel os³ania.

W seledyn stroj± siê niebiosy,
Wilgotna biel wieczornej rosy
B³yszczy na kwieciu dzikiej ró¿y.

A cichy powiew krople str±ca
Na limbê, co tam próchniej±ca
Le¿y, zwalona wiewem burzy...

LEOPOLD STAFF (1878–1957) - „Wysokie drzewa”

O, có¿ jest piêkniejszego ni¿ wysokie drzewa,
W br±zie zachodu kute wieczornym promieniem,
Nad wod±, co siê pawich barw blaskiem rozlewa,
Pog³êbiona odbitych konarów sklepieniem.

Zapach wody, zielony w cieniu, z³oty w s³oñcu,
W bezwietrzu sennym ledwo miesza siê, ko³ysze,
Gdy z ³±k koniki polne w sierpniowym gor±cu
Tysi±cem srebrnych no¿yc szybko strzyg± ciszê.

Z wolna wszystko umilka, zapada w kr±g g³usza
I zmierzch ciemno¶ci± smuk³e korony odziewa,
Z których widmami ro¶nie wyzwolona dusza...
O, có¿ jest piêkniejszego ni¿ wysokie drzewa!

LEOPOLD STAFF (1878–1957) - „Zabite drzewo”

Z ciemnych mojego lasu drzew jedno najcichsze
Ukocha³em, najbardziej smutne i najwiotsze:
Brzozê, co nie szumia³a w najszaleñczym wichrze,
Zawsze niema, choæ wiatru wiew siê o ni± otrze.

Wszystkich innych drzew zna³em najl¿ejsze poszumy,
Tylko to jedno tajni swej mi nie otwar³o...
Pró¿no je ma têsknota w¶ród bladej zadumy
Oplata, by w nim duszê o¿ywiæ zamar³±.

Nie wia³ wicher, któremu obudziæ je dano...
I gniew wsta³ we mnie... D³oñmi chwyci³em w³os brzozy
I targn±³em, by wydrzeæ choæ skargê, jêk grozy...

Milcza³a... Moc± dzik±, szaleñstwem wezbran±
Po³ama³em j±... – Le¿y zabita m± d³oni±...
Nie wyszumia³a tajni swej... A wichry goni±...

KRZYSZTOF KAMIL BACZYÑSKI (1921–1944) - „Drzewa”

Drzewa - to chumr zgêszczenia,
pod nimi dzwoni ziemia,
nad nimi rw± wezbrane
planety z br±zu lane.

Lasy - smutku zielone
serca - w szmer przemienione,
pod nimi pi³y lament
bia³ymi jêczy k³ami.

Drzewa - bawo³y z³ote
dymi³y rudym potem,
z pomrukiem cia³a k³ad³y
ku ziemi, a¿ upad³y.

Drwale w ¶miechu sypali
zêby jak sznur korali.
To pi³± - ciszy przytn±,
to ¶miechu bia³± brzytw±.

Li¶cie jak oczy wydr±
l¶ni±ce zielon± krzywd±,
to korê ciemn± z cia³a,
a¿ try¶nie krew dojrza³a.

A noc± w sen zagiêci -
- w warcz±cy wir pamiêci -
zobacz± drwale w lêku,
przykuci nocy rêk±,
id±ce na nich prosto
topory sosen ostre.

22 listopada 41r.

STANIS£AW BRZOZOWSKI KORAB (1876–1901) - „Posêpny las”

Ach! Jak posêpnie las ten dziki!
Ponura jego g³±b i ciemna,
Pe³na milczenia i tajemna.
Ach! Jak posêpnie las ten dziki!

Drzewa wpó³martwe, chorowite
Nosz± zwiêdniête li¶cie suche;
I nieruchomo stoj± g³uche
Drzewa wpó³martwe, chorowite.

Mrok gêsty zaleg³ las ten smutny
I nigdy promieñ s³oñca z³oty
Nie wszed³ przez ¿ó³te drzew uploty:
Mrok gêsty zaleg³ las ten smutny.

Niekiedy tylko b³êdny ognik
Leci nad b³otne topieliska,
I w¶ród ciemno¶ci z³udnie b³yska
Niekiedy tylko b³êdny ognik.

Cisza, co drzemie tu grobowa,
Przyt³acza piersi jak kamieniem,
I my¶l zabija ci milczeniem
Cisza, co drzemie tu grobowa.

W tym ciemnym, mglistym, g³uchym lesie
Pamiêæ zamiera, my¶l, pragnienie;
Duszê ogarnia znicestwienie
W tym ciemnym, mglistym, g³uchym lesie.

W ten smutny las ja lubiê chodziæ,
Bo dusza moja ob³±kana,
¦pi, marz±c, cisz± tu obwiana...
W ten smutny las ja lubiê chodziæ.

ZBIGNIEW HERBERT (1924–1998) - „Las”

¦cie¿ka biegnie boso do lasu. W lesie jest du¿o drzew, kuku³ka,
Ja¶ i Ma³gosia i inne ma³e zwierz±tka. Tylko krasnoludków nie ma,
bo wysz³y. Jak siê ¶ciemni, sowa zamyka las du¿ym kluczem, bo
jakby siê tam zakrad³ kot, toby dopiero narobi³ szkody.

ERNEST BRYLL (ur. 1935) - „Ballada o drzewach”

A chociazby je pociêli pi³ami
A chociazby je k³adli pokotem
Nikt nie powie
- Drzew zabijaæ nie wolno -

Oto znowu s± przy nas
W ciemnym mie¶cie
Sto³ki o jelenich nogach
Deski szaf hucz±ce od wiatru
Kredensy z grubych sosen
Kredensy co s± jak ¿ubry
Zamkniête w strasznych ¶cianach

Nikt nie powie
- Drzew nie wolno paliæ -
Nowe lasy powstaj± w piecach
Gromy ¶wierków w burzy
Muskularne wi±zy

Nikt nie powie
- Kochajcie pod³ogê -
Ale bieleja od ³ugu
Pod³ogi - s³oñca naszych mieszkañ

Oto znowu s± przy nas
Torturowane przez drwali

Z rozrywanych pi³ami jest stó³
A przytulcie siê wieczorem do sto³u
- Ju¿ ³opat± ga³êzie odlatuj±ce w niebo
Korniki postukuj± jakby¶ powiada³
maleñkie "zdrowa¶"...

JACEK KACZMARSKI (ur. 1957) - „M³ody las”

Gdy wycinaj± m³ody las
I cieknie sok z przeciêtych pni
Nie ga¶nie ¿adna z wa¿nych gwiazd
Nic nie wstrzymuje biegu dni

I s³ychaæ tylko siekier jêk
Bo nie jest skarg± drzew ich trzask
W tej ciszy godno¶æ jest i lêk
Gdy wycinaj± las

A kiedy zwo¿± m³ody las
Ga³êzi ro¶nie gêsty stos
Za którym¶ ze str±conych gniazd
W rozpaczy ptak gdzie¶ krzyczy w g³os

Ale nie tonie nikt we ³zach
Gdy pnie padaj± raz po raz
W tej ciszy godno¶æ jest i strach
Gdy zwo¿± m³ody las

A kiedy pal± m³ody las
To s³ychaæ jêk i pisk i huk
I dym przes³ania s³oñca blask
A ¿ar ogromny zwala z nóg

I pij± z drwalem drwal za trzech
Zyskowny chwal±c sobie czas
I s³ychaæ rzeczy wiecznych ¶miech
Gdy pal± m³ody las

Po karczowisku b³±dzi wiatr
Popió³ rozwiany ogieñ zgas³
Odeszli drwale do swych chat
I ro¶nie m³ody las

2 marca 1982

MARCIN ¦WIETLICKI (ur. 1961) - „Prawda o drzewach”

Drzewa nie maj± ¶wiêtej ksiêgi
Drzewa maj± do¶æ ¶wiat³a powietrza i deszczu
Cienkich ga³±zek dr¿±cych ku niebu
Niebo drzew jest zielone potê¿ne pachn±ce
Stwórca drzew jest potê¿ny zielony jak one
Stwórca drzewom nie wymy¶li³ piek³a
Nie ma ¿adnego grzechu nie ma powinno¶ci
Wystarczy istnieæ szumieæ d±¿yæ
Wystarczy rosn±æ pi±æ siê rozga³êziaæ
Stwórca drzewom nie wymy¶li³ piek³a
Fascynuj±ca jest drzew obojêtna czu³o¶æ
Z jak± ma³ych wisielców przyjmuj±

bibliografia




Wyszukiwarki w DiK
O leksykonie
przewodnik po serwisie
historia serwisu
napisz do nas
zareklamuj siÄ™

Ikonki w serwisie:
- Informacje,
- Systematyka,
- Pomoc,
Link - Link

Valid HTML 4.01 Transitional

©2000-2012 drzewa.net | Wspólpraca | Prawa autorskie | SEO Monitor by MyPagerank.Net